Co dalej?

Posted in Uncategorized on 5 Maj 2010 by panpsycho

Bez sensu. Wszystko jest bez sensu. Tyle czasu minęło a ona nic nie zmieniła. Nadal się buja z tym dupkiem. Już nie wiem czy tylko w sieci, czy czasami nie w realu. Nadal wszystko ukrywa przede mną a to świadczy o jej złych zamiarach. Ja się staram. Ale nie mam już siły. Nie wiem jak ich rozdzielić. Chyba jednak ten dupek jest lepszy ode mnie. A jeżeli tak, to ona zasługuje na kogoś lepszego. Dlatego tak sobie myślę… chyba lepiej będzie jak się w końcu odsunę na bok. Wiem, że serce mi pęknie i będę wył godzinami za Zuzią, ale… w końcu zrozumie, przyzwyczai się. Może nowy tata będzie dla niej lepszy… Chyba pora skończyć tą farsę. Życie obok siebie jest naprawdę męczące. Z moją psychiką już coś nie tak. Nie mogę spać, jak usnę to śnią mi się koszmary, demony… W pracy nie potrafię funkcjonować normalnie. Wciąż tylko myślę, myślę i myślę… Nie potrafię się już z nią kochać. W łóżku wydaje mi się, że ona wyobraża sobie, że ja to on. Nie wiem, czy w ogóle jeszcze coś do niej czuję. Na pewno złość, ale czy również miłość? Nie wiem. Co robić? Czy ktoś mi podpowie co mam robić? Znajdzie się ktoś, komu w ogóle mógłbym się zwierzyć? Jestem sam. I nie daję sobie już z tym rady. Chyba odejdę. Może do innego, lepszego świata…

Ostatni wpis?

Posted in Rozterki on 14 Czerwiec 2009 by panpsycho

ONA jest najlepsza…

ONA jest najmądrzejsza…

ONA wie wszystko…

ONA wie jak się zawsze zachować…

ONA jest najpiękniejsza…

ONA ma zawsze rację…

ONA jest boginią…

Kocham JĄ…

To ja jestem taka niedorajda życiowa i nie potrafię utrzymać JEJ przy sobie…

Przepraszam…

Za wszystko…

A blog zostaje przeniesiony…

Gdzieś…

Tęskni za nim

Posted in Rozterki on 14 Czerwiec 2009 by panpsycho

Z każdym dniem przekonuję się coraz bardziej, że coś się między nimi urodziło, albo zaczynało rodzić. Widzę po niej, że tęskni za nim. Daje mi to prawie pewność, że się już z nim nie kontaktuje, ale tęskni… Mimo, że czyta ten blog i wie jakie wątpliwości siedzą mi w głowie, to jeszcze słowem nie odezwała się w tym temacie. Ja też się boję z nią rozmawiać, żeby nie zakłócić tej atmosfery jaka panuje między nami. Atmosfery nibymiłości, nibyuczucia i nibyzaufania. Mam wrażenie, że ONA ma już dość związku ze mną. Mam wrażenie, że chce odejść, ale na razie nie ma gdzie i nie ma do kogo. Ale jak tylko znajdzie się ktoś lepszy, jakiś książę z bajki, to zostawi mnie bez żadnych skrupułów. ONA już mnie nie kocha, a ja do kurwy nędzy nie potrafię JEJ rozkochać w sobie! Po prostu już nie wiem co mam robić. Kocham JĄ i nie potrafię sprawić, żeby ONA kochała mnie. Odejdzie ode mnie…

Jestem tego prawie pewny…

Fantazje erotyczne część I

Posted in Rozterki on 11 Czerwiec 2009 by panpsycho

Odważyła się mi powiedzieć o swojej malutkiej fantazji erotycznej. I bardzo jestem JEJ za to wdzięczny i proszę o więcej. ONA powinna wiedzieć, że jeśli mi opowie o tych fantazjach, to ja jestem od tego, żeby je spełniać. A ONA będzie wtedy szczęśliwsza. Powinniśmy wprowadzić nieco urozmaiceń do łóżka. A że nie chciałbym nic na siłę, bo nadal nie wiem, co ONA lubi a co nie, więc takie zwierzenia z fantazji są dla mnie i chyba dla nas jak na wagę złota.

A teraz moja fantazja. Pierwsza, ale nie jedyna. Ale chyba najprostsza do spełnienia…

ONA jest już po kąpieli. Ja się właśnie wykąpałem i wyszedłem z łazienki. Wchodzę do pokoju a w łóżku leży ONA. Ubrana w pikantną bieliznę (ma taką) a nie w ten paskudny szlafrok (dobrze, że nie ma jeszcze wałków na głowie). Kiwa na mnie ponętnie palcem przywołując do siebie. Kładę się koło NIEJ a ONA zaczyna mnie pieścić i całować. Ja leżę a ONA mnie obsługuje. Przelatuje dłońmi po całym moim ciele. Całuje we wszystkie możliwe miejsca. Aż w końcu, gdy jestem już ostro pobudzony, łapie mnie za małego (to może być trudne – patrz poprzedni post) i powoli doprowadza go do szału. Wszystko jedno czym, rękami, nogami, buzią, czymkolwiek. I gdy już jestem prawie u szczytu, wtedy przestaje i zaczyna sama siebie pieścić i dogadzać, wskazując mi w ten sposób co i jak mam robić, co sprawia jej największą przyjemność. I kończymy w ten sposób, albo stosunkiem rozpoczętym w ostatniej fazie tuż przed nadejściem rozkoszy. Po wszystkim leżymy obok siebie, spełnieni, a ja naprawdę czuję się kimś wyjątkowym, czuję, że ona zrobi dla mnie wszystko, że mnie kocha…

Rozmyślania nad ptakiem

Posted in Rozterki on 11 Czerwiec 2009 by panpsycho

A propos poprzedniego postu. Najgorszą rzeczą dla NIEJ, w moim mniemaniu, jest mój chuj. Trzyma się z daleka od niego jakby parzył. Wcześniej myślałem, że każdy członek wzbudza w NIEJ odrazę, że po prostu ONA taka jest. Ale przecież w SMSach rozczulała się nad jego członkiem. A pewnie to był tylko ułamek tego, co sobie pisali (bo pomimo wszystkiego wierzę, że byli „tylko” wirtualnymi kochankami). Nawet nie chcę myśleć, jakie rzeczy sobie pisali. Myślałem, że potrzebowała takiej korespondencji, ale chyba nie ze mną. Spróbowałem też JEJ coś pikantnego popisać, ale szybko mnie spławiła brakiem nastroju. No cóż, ja to nie on.

Kotku, jeśli to czytasz, wiedz, że nie będę Ci obrzydzał życia i postaram się obnażać przed Tobą jak najrzadziej.

To zdanie wyżej może temu zaprzecza, ale nadal piszę to, co myślę, co mi siedzi w głowie i nie daje spokoju 24 ha na de. A ONA może się tylko cieszyć (albo martwić), że wie o mnie tyle. Ja takiego komfortu nie mam.

A może powinienem sobie poszukać pani psycholog?

Obleśny spaślak

Posted in Rozterki on 11 Czerwiec 2009 by panpsycho

Dobra, zawiniłem. Zaniedbywałem ją. Ale muszę się trochę obronić. ONA też nie była do końca dostępna a mimo to nie szukałem ukojenia u innej. Wydaje mi się, że ONA nie ma żadnego poczucia winy za to, co zrobiła. Nie stara się mnie na każdym kroku przekonywać, że to był jej błąd, że to się nie powtórzy, że żałuje. Pomimo tego, co się stało, dałem jej duży kredyt zaufania, chciałem dać nam obojgu drugą szansę na zbliżenie. Ale, do jasnej cholery, to ONA sobie szukała i znalazła „kochanka”. I co? I nic. Po prostu nic. Dwa dni płaczu i po wszystkim. Nie widzę w JEJ zachowaniu prawie żadnych zmian. Nie próbuje mnie przekonać, że mnie kocha. Nie czuję JEJ miłości. Kurwa mać, naprawdę nie czuję. Nie czuję się kimś wyjątkowym dla NIEJ. I co z tego, że mi mówi, że mnie kocha, że mnie przytula. To są tylko słowa i gesty. A gdzie czyny? Nie zrobiła dla mnie nic wyjątkowego. Pomimo tego, że czyta ten blog i wie co czuję, nie powiedziała ani słowa w tym temacie. Ja się zmieniam. Staram się przynajmniej. Nie wiem, czy wszystko robię dobrze. Pewnie nie. Ale się staram. Staram się robić za nią prawie wszystko, staram się być przy niej w trudnych chwilach, staram się jej pokazywać jak bardzo mi na niej zależy. A w drugą stronę to nie działa…

Ale chyba wiem czemu. Może i mnie kocha za to, kim dla niej jestem i co dla niej staram się robić, ale… ONA się mnie brzydzi. Jestem dla niej obleśny, gruby, paskudny, śmierdzący. Nie ma na czym oka zawiesić. Tak, mam wrażenie, że ONA nie potrafi się do mnie zbliżyć tak naprawdę, tak do końca z przyczyn czysto wizualnych i estetycznych. Jestem, kurwa, obleśnym spaślakiem. Ale jeśli nie akceptuje mnie takiego, jaki jestem, to… Nie wiem. Chyba muszę się z tym pogodzić.

Albo iść z tym do psychologa…

Czyta…

Posted in Rozterki on 11 Czerwiec 2009 by panpsycho

Powiedziała mi. ONA czyta mój blog. Zastanawiam się teraz, czy będę go pisał trochę inaczej, z podświadomością, że czyta. Hmmm… Chyba raczej nie. Traktuję ten blog jako możliwość wyrzucenia z siebie wszystkich emocji, nie piszę po to, żeby ktoś go czytał. Z resztą, ONA ma teraz ułatwione zadanie bo ma mnie podanego na tacy. Sama też mogłaby zacząć pisać bo na rozmowę nie ma co liczyć. Ja nie potrafię, albo nie, nie chcę o wszystkim jej mówić, żeby nie psuć tego, co zaczęło się między nami na nowo budować, a ONA chyba nie chce po prostu ze mną rozmawiać. Nawet słowem nie skomentowała tego, co tu przeczytała. Dziwne, kiedyś była bardziej otwarta. Ciekawe, jak bardzo przed nim się otworzyła… Jeżeli on miał być pewnego rodzaju terapeutą dla niej i dla naszego związku to dziękuję mu bardzo. Ale z drugiej strony, jeżeli jemu tak szybko zaufała i tak szybko przed nim się otworzyła, to czuję ogromne zdziwienie, żal i rozczarowanie, że to nie ja. Ale cóż. Moja wina. Przecież ją zaniedbywałem, więc nie byłem dobrym słuchaczem.

Ani dobrym psychologiem…

Modlitwa

Posted in Rozterki on 9 Czerwiec 2009 by panpsycho

Babciu…

Dziadku…

Szwagrze…

Ojcze…

Teściu…

Wszyscy święci i nieświęci…

Wszyscy ludzie całego świata…

Wszyscy Bogowie całego świata…

Wszyscy…

Pomóżcie nam, aby jutro okazało się wszystko w porządku u lekarza…

Proszę…

Proszę i dziękuję…

Gdzie te zmiany?

Posted in Rozterki on 5 Czerwiec 2009 by panpsycho

Czasami ciężko jest opisać słowami to, co siedzi w człowieku. Nie wszystkie uczucia, emocje da się ubrać w słowa. Ale spróbuję.

Jestem troszkę zawiedziony. Niby jest lepiej, niby się wszystko naprawiło, ale brakuje mi… czegoś. Czegoś, czego nie wiem jakim mianem określić. Bo tak naprawdę to niewiele się zmieniło w naszym zachowaniu. Owszem, aura i uczucie się poprawiły i to bardzo. Ale czy nasze zachowania się zmieniły?

Najpierw ja. ONA skarżyła się temu drugiemu, że nie zabieram jej nigdzie, nie kupuję prezentów, kwiatów, że nie przytulam JEJ. Racja, nie tuliłem JEJ za często, przyznaję się. Ale teraz się zmieniłem. Przytulam, całuję, pieszczę, głaszczę i robię to z ogromną frajdą i przyjemnością. Będę JEJ częściej i więcej wręczał prezentów, chociaż wcześniej jak coś JEJ kupiłem to nie słyszałem podziękowań, tylko pretensje, że niepotrzebnie wydawałem pieniądze. A o jakieś wyjście, do kina, teatru, czy ze znajomymi to już od dawna się nie mogę doprosić. Więc niby narzeka, że nie ma, ale z drugiej strony nie chce. Tak było.

Teraz ONA. Czy jej zachowanie wobec mnie się zmieniło? Po części tak. Przede wszystkim widzę, że stara się być uśmiechnięta i stara się powstrzymywać nerwy. I jak na razie JEJ to wychodzi i oby tak dalej. Ale brakuje mi… kurde, jak to opisać? Brakuje mi adoracji, pieszczot, może nawet i prezentów, brakuje mi czegoś, co zrobiłaby tylko dla mnie, brakuje mi randek, brakuje mi JEJ szczerości, bo chyba nie mówi mi o wszystkim, brakuje mi czegoś, co sprawiłoby, że poczułbym się kimś wyjątkowym, jedynym dla NIEJ, brakuje mi tego, że nie potrafi mnie zaakceptować takiego, jaki jestem (a staram się być lepszym dla NIEJ), również pod względem wyglądu, brakuje mi wdzięczności za to, że pomimo tego, co się stało, wciąż z NIĄ jestem i wciąż JĄ kocham. Zaczynam się czuć zaniedbany…

Nie czuję się do końca doceniany, adorowany, kochany. Czuję w aurze jakieś tajemnice, może zmęczenie, może strach, nie wiem. A może jestem przewrażliwiony? Czy, jeżeli ONA czując się niedoceniana uciekła do drugiego, to czy ja też mam prawo zrobić to samo? Tylko, że ja nie czuję potrzeby szukania adoracji gdzieś indziej, chciałbym być adorowany przez NIĄ. I tylko przez NIĄ. I będę trwał w tym związku, dopóki ONA… pozwoli. Nawet jak będę czuł jakąś pustkę.

Najwyżej wysiądę psychicznie i wyląduję w końcu u psychologa…

Obrót o 180 stopni

Posted in Rozterki on 4 Czerwiec 2009 by panpsycho

Kiedyś nie mogłem się doczekać kiedy wyjdę z domu do pracy a czas w pracy biegł za szybko. Teraz siedzę w pracy… i ja chcę jak najszybciej iść do domu, do NIEJ, przytulić się. Nie mogę wysiedzieć w robocie bo tęsknię za JEJ uśmiechem i za miłością. Chyba powinienem być wdzięczny temu drugiemu za to, co się stało. Tylko czemu mnie dręczą jeszcze złe myśli? Czy między nimi koniec? Czy może się w przyszłości trafić inny? Chyba potrzebuję jeszcze czasu…

Bo psychologa to już chyba nie… A może?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.